MISTYCYZM 12 - ETYKA I MORALNOŚĆ
Informacje:
Zasieg: 7769
Czas trwania: 14m 53s
Ocena: 58
- Wiedza bywa ciekawa, niżej więcej.
- Czegoś nie rozumiem... Szkaluje Pan najpierw Kościół, chrzest, bierzmowanie, a następnie mówi Pan o tym jak ważne jest zawarcie związku małżeńskiego? Przecież zgodnie z tym co mówił Pan wcześniej, powinien być to tylko zwykły dokument. To już uprawianie seksu bez podpisów na papierkach będzie niedobre? 

Bardzo proszę wyjaśnić tę sprzeczność. Dziękuję.
- A co ze zjawiskiem TELEGONI? Według której kobiety, które uprawiały seks wcześniej "po inicjacji seksualnej" nie stanowią dobrej partii, z powodu powiązania z pierwszym partnerem?
Czy każde prawo ustanowione przez urzędników państwowych "cesarza" ;], nawet jeśli uderza w moralność winno być przestrzegane??? "np. w chinach gdzie posiadanie powyżej 1 dziecka było karane śmiercią każdego kolejnego..."
-
- Często wspominasz w pogadankach o przestrzeganiu prawa. Piotrze a co jeśli  prawa w jakimś kraju są dziwnie i niemoralne oraz kiedy są wręcz grzechem. Takim przykładem były prawa w nazistowskich Niemczech. Wg mnie prawa Boskie są ważniejsze od praw danego kraju oczywiście jeśli jakiś przepis kłóci się ewidentnie z etyką i moralnością. Pomijam ich czasami ewidentną absurdalność.
- Dlaczego ważne jest zalegalizowanie związku? Skoro Bóg widzi nasze dusze, to widzi również szczerość intencji i pobudek, dla których jesteśmy z drugą osobą. Nie łatwiej, skromniej i bardziej uczciwie jest przyrzeczenie sobie nawzajem i Bogu wierności itd., w zaciszu własnego domu, z dala od biurokracji i kościelnej farsy?  Czym taki związek różni się od zawartego w jakiejkolwiek instytucji? 
- Mam pytanie czy związek małżeński trzeba zawrzeć w kościele ? Czy związek cywilny wystarczy  ?
- Skąd wyobrażenie, że ludzie opierający swoje życie na mistycyzmie to pustelnicy? Mistycyzm mówi m.in. o życiu z pracy rąk własnych, o tym aby mentalnie odłączyć się od świata a nie fizycznie, aby żyć wśród ludzi ale nie spalać się emocjonalnie w tej całej grze, jednym wielkim teatrze. Mówi przede wszystkim o tym, że gdziekolwiek jesteśmy Boga można znaleźć tylko w sobie, wewnątrz. Nie pomoże w tym odcięcie się od pokus i od ludzi.
- Szanuję Pana zdanie, ale proszę sobie uświadomić, że mamy wolność słowa i przekonań (w Polsce przynajmniej teoretycznie, wg konstytucji), więc to co robię, robię zgodnie z prawem. Nikt Pana nie zapraszał do tego kanału i nie zmusza do patrzenia na to, jak ktoś czyta książkę przed kamerą, i opowiada rzeczy, które Pana irytują. Tyle jest ciekawszych i lżejszych gatunkowo filmów na YT, że bez wątpienia znajdzie Pan coś odpowiedniego do zaspokojenia swoich preferencji.
- Ja też mogę marzyć o anarcho-kapitaliźmie, ale bardzo trudno o taki ideał ekonomiczny na tym padole. Wydaje mnie się jednak, że można żyć na tym świecie całkiem kulturalnie (przyzwoicie) i zarazem nie pokazywać całego tyłka, aby to zaraz ktoś wykorzystał na swoją korzyść.
- Jesteśmy stworzeniami gromadnymi a nie żyjącymi w rozposzeniu. Mistycy to pustelnicy. Tylko maluczki promil może sobie na to pozwolić. W pozostałych przypadkach ludzie organizują się w grupy, aby konkurować z innymi. Ludzie w rozproszeniu (niezorganizowani) prędzej czy później staną się ofiarą grup zorganizowanych.
- Żyć na tym świecie i nie ulegać jego zmysłowym aspektom jest awykonalne. Być 100% szczerym w stosunku do kobiety (nie kłamać) jest głupotą ze strony mężczyzny. Kobieta ma to za nic. Ona woli jak się jej leje miód w uszy to wtem jest szczęśliwa i spełniona, a nie gdy jej mężczyzna robi się na mędrca. Ja przez lata byłem mistrzem mówienia prawdy i nie mówię, żeby mnie to przysporzyło wielu zwolenników.
- Pan czyta tą książkę na głos, ale dlaczego w niej cały czas taka surowa krytyka Kościoła Zachodniego czasem krytyka syjonistów a żadnych wrzutek na temat muzułmanów, sikhów, hinduistów i buddystów? Branie sprawy z jednej strony jest bardzo tendencyjne. Mistyków jest może góra 0.01% na tym świecie ale żeby zaraz tak krytkować resztę świata. Na tym świecie nigdy nie będzie więcej mistyków, a takie szykanowanie jest po prostu niekonstruktywne, bo nic nie zmieni.
- No tak, ale oni siedzą tyłkami na gołej ziemi i odżywiają się robakami. Mnie się wydaję słuchając tego, że coś jest nie tak z tymi boskimi światami i dominiami. To jakoby szatan był na boskich usługach zalatuje mnie buddyzmem, gdzie nawet demony są na piedestałach. Jeden wielki miszmasz. Bóg wszechmocny, który bawi się duszami. Ziemia tak łatwo jest opanowywana przez szataństkie pomioty, a Bóg ewidentnie za mało tych Chrystusów wysyła.
- Witam Pana, Panie Piotrze. Czy moglby Pan przeslac na mirek.remik@wp.pl swoj e-mail address ? Dzikuje i pozdrawiam bardzo serdecznie.
- No tak - „pokój Chrystusa pod panowaniem Chrystusa". Ta fraza dobrze odwierciedla podobne poglądy. Nie wiem jakiego trzeba zaślepienia aby w to wierzyć. Ostatnio nawet pewien profesor pod swoim felietonem tak stwierdził. Napisał, że Ameryka przecież jest oparta na Chrystusie. W tym wypadku jest to tylko slogan na potrzeby ideologiczne i wojenne. Karma białego człowieka jednak wraca jak bumerang. W przyszłości biali będą podnóżkami dla innych ras.
- Zdecydowanie się zgodzę co do okropieństw jakie wyrządziła i nadal wyrządza zachodnia kultura ale na tym to polega by z tym walczyć, by prawo i moralność ewoluowały. Niestety nie widzę innej drogi a ona do łatwych nie należy i ostateczny cel również jest nie osiągalny bo zawsze znajdzie się coś do poprawy. Jeśli porzucimy koncepcję moralności jako zmiennej to w takim razie co powinniśmy wziąć (jak mniemam) za pewnik? Bo w społeczeństwie jakieś reguły muszą funkcjonować.
- O aborygenach niestety wiem niewiele, natomiast co do kwestii braku ustroju odgórnie regulującego życie społeczne to się w zupełności zgadzam. Uważam że społeczność sama lepiej bez centralnej władzy może poradzić sobie z wszelkimi przeciwnościami.
- cd. Powiem więcej. Moralność upadła w Australii wraz z kolonizacją i wprowadzeniem brytyjskiej, czyli "zachodniej" moralności, praw, etyki itd. I co widzimy? Ta idealna koegzystencja została skażona. Obok tyfusu, żółtaczki, guźlicy i syfa, brytyjscy kolonizatorzy przywieźli swoją "kulturę", która polega na rozlewie krwi, niewolnictwie, wyzysku, gwałcie i nawracaniu ogniem i coltem "dzikich" na jedyną prawdziwą wiarę.
- No cóż... Wie Pan coś o Aborygenach? Jak się twierdzi od 70 tys. lat są w Australii, a jak jest naprawdę nikt nie wie. Żyją cały ten czas bez rządów, policji, wojska, wymiaru sprawiedliwości, pisanych praw i zasad etyczno-moralnych, czyli można powiedzieć, że nie mają ani cywilizacji, ani kultury w naszym rozumieniu. A jednak nie istnieje na tej planecie ani jeden naród, który by przetrwał tak długo w zgodzie i idealnym pokoju. Czy zatem ewolucja NASZEJ moralności nie idzie w złym kierunku? cd.
- nie sądzę również byśmy tracili moralność, jak rozumiem Pan tak pojmuje zachodzące zmiany. Gdyby nie ewolucja w moralności dalej byśmy tkwili w czasach niewolnictwa, dyskryminacji rasowej, braku praw kobiet, braku praw do swobody wypowiedzi i tak można jeszcze sporo wymieniać. I Absolutnie nie twierdzę że moralność i etyka to przeżytek tylko od tego mamy łby na karkach by się nimi posługiwać i zmieniać świat na lepsze zamiast kultywować z pobożnością i irracjonalnym oddaniem tradycje przodków.
Zobacz też i oceń: